Dolomity

Przekolorowi...Śnieg i góry to połączenie idealne. Przy odrobinie szczęścia extra dodatkiem jest słońce nadające wręcz bajkowego klimatu. Do wyboru Włochy, Austria, Szwajcaria, Francja. Kto co lubi- liczy się kuchnia, uprzejmość mieszkańców no i oczywiście pogoda. Jednak najważniejsza jest EKIPA!

A co ciekawego się może przydarzyć na szlaku zjazdowym? W naszym towarzystwie same ciekawostki...

Dobry kamuflaż to podstawa sukcesu.Pytanie pierwsze: Co się robi kiedy jedzie się na narty? Otóż odpowiedź na to pytanie wcale nie jest tak jednoznaczna, jak by się mogło wydawać. Pan Tata na ten przykład zajmował się głównie "przemieszczaniem się"- od śniadania do drugiego śniadania. Od drugiego śniadania do trzeciego śniadania. Od trzeciego śniadania do czwartego obiadu i tak dalej i tak dalej... Na szczęście na stokach kolejne restauracje są w sporych odległościach od siebie. Więc trochę się można "poprzemieszczać". Ale kiedy już docieraliśmy do kolejnego miejsca przeznaczenia, wtedy noże i widelce szły w ruch. Weisswursty, zupy gulaszowe, ciasta czekoladowe i inne cudowności nie miały szans.

Jeden z najpiękniejszych widoków na stoku :)Oczywiście oprócz przemieszania się i jedzenia robiliśmy wiele innych rzeczy zupełnie niezwiązanych z jazdą na nartach. Arek na ten przykład odkrył w sobie talent do fotografowania (nie muszę chyba w tym miejscu dodawać, iż najlepsze zdjęcia są jego autorstwa). Mistrz fotografii stawał się także mistrzem pierwszego planu, co widać na załączonym z lewej obrazku....

Zgrana ekipa i nawet pogoda nie ma wyboru- musi dopisać. Raz czy dwa zdarzyły się dni, kiedy mgła zakryła dosłownie wszystko. Ale poza tym: słońce, błękit nieba, i właśnie wtedy jest ten czas, kiedy najlepiej smakuje zimne piwko na leżaku rozłożonym pod stokiem.

Gdyby jednak ktoś zechciał trochę potrenować, to gorąco zachęcam do zjazdów z Karolą. Zawsze znajdzie sposób na dodatkowy wysiłek fizyczny :) Kiedy skończy się trasa zaproponuje spacer po mieście- oczywiście z nartami na ramieniu. To się nazywa moc!Najwytrwalszy w tym spacerowaniu był oczywiście Piotr, który szedł i szedł mimo, że wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że najprawdopodobniej na jednym kompleksie narciarskim nie ma dwóch tras o takiej samej nazwie "Panorama". Że tamta "Panorama" o której mówi Karola, to ta sama "Panorama" która jest najbliżej naszego wyciągu. Ale nie dał się sprowokować- szedł. Aż w końcu dotarł, po całodziennej przeprawie, po dojeździe autobusem, po pokonaniu morderczych na snowboardu płaskich tras do tej właśnie "Panoramy", która okazała się być naszą. Ale sprawdził! I to się mu chwali!

A po całym dniu zjazdów i przemieszczania się pozostało jeszcze wrócić do hotelu. Wydaje się, że nic prostszego- zjechać kabinką na dół i wsiąść do autobusu. A jednak to wszystko nie jest takie proste jakby się mogło wydawać, bo tuż przy przystanku jest jeszcze jedno miejsce, gdzie nie było możliwości żeby się nie przemieścić chociaż na chwilkę. Tak dla smaczku. Na odchodnym... No to się wszyscy w rezultacie tak codziennie przemieszczaliśmy. A oprócz nas jeszcze setka innych osób. Na stojąco, w półprzysiadzie lub oparci jednym łokciem o bar- ale przecież nie szukaliśmy wygody. Stali bywalcy dostawiali w nagrodę czapki. Każdego dnia jedna czapka na jedną grupę. Nie mogliśmy sobie odpuścić takiej okazji- czapkę musiał zdobyć każdy!

  And who is the winner now?!

Nie zawsze z tego ostatniego "miejsca przemieszczenia" udało się wrócić. Bo przecież ostatni autobus tak wcześnie wyjeżdżał z przystanku... Na szczęście jednak rankiem za każdym razem skibus punktualnie odbierał nasze skromne osoby spod hotelu. Zwarci i gotowi, z samego rana, tuż po godzinie 11.00 wśród ogólnego ziewania mimo wypitych hektolitrów kawy ruszaliśmy... Najpierw powoli, jak żółw ociężale...

Są my w komplecie! :P

Ale wkrótce rozpoczynały się zawody. W czym? No jak to w czym- w śpiewaniu (bezkonkurencyjna Karola), w robieniu sobie krzywdy (bezapelacyjnie wygrał Piotr z rozwalonym okiem), w nauce choreografii do piosenek (zdecydowanie Nela), w perfekcjonizmie (Arek i jego nauka robienia zdjęć) oraz w posiadaniu najbardziej oryginalnego stroju (i tu musimy oddać zwycięstwo Klausowi). W przypadku innych konkurencji nagrody nie zostały jeszcze przyznane. Klaus wygina śmiało ciało :PJednak szanowna komisja cały czas rozpatruje kolejne wnioski. Do nagrodzenia pozostało jeszcze- największe rozzłoszczenie kelnera, zjedzenie wszystkich gruszek "w syropie" oraz najciekawsza fotografia wyjazdu. I tego ostatniego bałabym się najbardziej :)

A poza tym wokół były tylko góry i góry i góry. A wieczorem był basen i gorące źródła. A na koniec Pan Tata się zdenerwował, że mu narty porysowały samochód. Za co raz jeszcze solennie przepraszam i obiecuję poprawę!

Do wyjaśnienia pozostaje nadaj jedna tajemnica, której nie można wytłumaczyć w prosty i rzeczowy sposób. Jak to jest możliwe, by śpiąc w pokoju móc zamknąć się od zewnątrz i wrzucić klucz pod łóżko sąsiadów za ścianą. Jeżeli ktokolwiek potrafi wyjaśnić to zjawisko nadprzyrodzone- czekamy na kontakt.

 

Nieco wyżej niż wszystko inne

Iwona Grzeżułkowska © 2011