Grzbietami Karkonoszy

Z widokiem na Śnieżkę :)Jeśli macie do dyspozycji wolny weekend, to zachęcam do wybrania się w polskie góry. Na przykład grzbietami Karkonoszy: ze Szklarskiej Poręby do Karpacza, lub odwrotnie- w zależności co kto lubi. Trasa ta jest częścią Głównego Szlaku Sudeckiego, droga średnio wymagająca, ale należy nastawić się na nocowanie w schronisku. Należy więc mieć ze sobą rzeczy do spania, kosmetyki i cieplejsze ubrania. Nam przejście zajęło dwa dni.

Trochę padało...

Auto zostawiliśmy na parkingu w Szkalrskiej  (na płatnym parkingu można się dogadać i zostawić samochód na dwa dni) i poszliśmy do Wodospadu Kamieńczyka. Stamtąd za niecałą godzinę dotrzeć można do  Hali Szrenickiej. Dla nas, którzy żyjemy po to, by jeść, dobrym rozwiązaniem okazał się talerz gorącego żurku w schronisku.

Po posiłku wyszliśmy w góry, na Szrenicę, a potem idąc cały czas  czerwonym szlakiem minęliśmy Trzy Świnki, Morką Przełęcz, Łabski Szczyt, stację TV, Przełęcz pod Śmielcem, Czarną Przełęcz, Petrovkę, Czeskie Kamienie i Śląskie Kamienie by dotrzeć do Przełeczy Karkonoskiej.

Śnieżka pełna turystów

Jeśli ze Szkalrskiej Poręby wyjdzie się dość wcześnie (ok. godz. 10.00), to na Przełęczy Karkonowskiej jest się około 16.00-17.00. Oczywiście w zależności od tempa marszu i ilości postojów po drodze. Jesienią o 17.00 jest już ciemno, więc przydadzą się latarki. Hej w góry, w góry, w góry...Latem i wiosną tego problemu raczej nie powinno być. Na Przełęczy można przenocować w polskim schronisku "Odrodzenie" lub w czeskiej "Špindlerovej Boudzie".  Sprawdziliśmy obie opcje. W zależności ile pieniędzy ma  się w portfelu można spróbować każdego miejsca. Wariant polski jest tańszy- za nocleg ok. 25zł., za to czeska opcja to hotel, w którym jest basen, sauna, restauracja. Dla każdego znajdzie się coś odpowiedniego.

Magda odpoczywa:)Drugiego dnia staraliśmy się wstać wcześnie, bo przed nami był jeszcze kawałek drogi, Około 8.00 otwarty został bufet w schronisku, w hotelu też raczej przed tą godziną nie można było dostać niczego do jedzenia, więc mogliśmy poleniuchować. Ponieważ byliśmy w "Odrodzeniu" podczas długiego weekendu sierpniowego, więc jak zwykle w takich okresach było bardzo wielu turystów. Musielismy spać na podłodze razem z innymi, którzy nie zarezerwowali sobie miejsca. Rano byliśmy więc trochę zmęczni chrapaniem współtowarzyszy. Wyszliśmy na dwór i wędrowaliśmy pod górę, stokiem Małego Szyszaka, by po niecałej godzinie dotrzeć do Słoneczników. Później krawędzią kotła Wielkiego Stawu doszliśmy do Równi pod Śnieżką. Dalej, widząc już szczyt Śnieżki, szliśmy do Przełęczy pod Śnieżką i wbiegliśmy na szczyt. Wizyta na samej górze nie jest obowiązkowa, ale warto poświęcić kilkadziesiąt minut, żeby się tam wdrapać. W Domu Śląskim u podnóża szczytu zjedliśmy gorący posiłek, bo pozostało nam zejście do Karpacza. Zmęczenie materiału...Do wyboru jest  am kilka dróg. Najkrótszy, ale najbardziej stromy jest szlak czarny. Moim zdaniem najciekawszy jest szlak czerwony, z początku stromy, ale później bardzo łagodne "spacerowe" aż do samego Karpacza. Można też wybrać nieco dłuższą opcję- szlak żółty, zielony lub niebieski.

 

Po takiej wyprawie gwarantowane są zakwasy- głównie w okolicy łydek i bioder. No ale przecież złota zasada mówi, że jak mięśnie bolą- to chudną! Więc wszystko jest w absolutnym porządku :)

Iwona Grzeżułkowska © 2011